poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Mniejsi bracia: czy to okrucieństwo czy bezmyślność?



Oglądałem dzisiaj wiadomości w pudle, które stoi u mnie w centralnym miejscu pokoju dziennego, lekko przy ścianie. Zdążyłem się już przyzwyczaić do pijanych kierowców (dla mnie to zabójcy, którzy z zamiarem zabicia wyjechali na ulicę i powinni być tak traktowani przez sądy-zabójstwo z premedytacją), którzy zabili 19-latka (tkę) na przejściu dla pieszych. Zupełnie obojętnie patrzę w telewizor i bezobjawowo obserwuję jak grupa fundamentalistów islamskich niszczy zabytki i pomniki sprzed 2000 lat. Cóż taki mamy klimat. Obrzucanie błotem przeciwnika politycznego, mimo, że samemu ma się brudu i obietnic za paznokciami mnie nie rusza. Zobojętniałem i mam szczerze dosyć patrzenia na te całe przepychanki. Zacytuję tu fragment piosenki Elektrycznych Gitar:
 „A po co, a po co tak dłubie i dłubie,
A za co, a za co tak myśli i skubie,
I tak się przykłada i mówi z ekranu,
I bredzi  latami wieczorem i ranooo...”,
bo ten nasz polski polityczny bełkot jeszcze będzie trwał i trwał i trwał…

Ale jedno mnie dzisiaj ruszyło i nie daje spokoju. I mimo, że jestem kociarz, to ciągle mam ten obraz przed oczami. Schronisko. Na 220 miejsc przetrzymywanych jest 380 psiaków. Brudne, zachudzone, z oblepionym futrem, sikające pod siebie, na ufajdane deski boksów. I te oczy. Zaropiałe.Pełne żalu, bólu i nadziei. Jeden z psów, czarny, duży próbuje przez kraty polizać dłoń dziennikarce, tak jakby od tego miało zależeć jego życie. Jakby chciał jej powiedzieć: Proszę zostań, nie odchodź, zabierz mnie z tego piekła.
Inny w kojcu z napisem: Izolatka dla psów agresywnych wciska pysk między szczeble kraty, aby go ktoś dotknął i podrapał po nosie. Pragnienie bliskości, miłości, zrozumienia i człowieczeństwa. Do tego jeszcze wypowiedź kierownika doprowadziła mnie do szewskiej pasji: „On jest niewinny. Winny jest potencjalny Kowalski, który przyprowadził psa do schroniska. A on dał drugie życie temu psu, bo go mógł uspać, a tak dał drugą szansę….”. Tylko pogratulować toku myślenia Panie Kierowniku. Gdybym mieszkał w Polsce na pewno już dzisiaj byłbym w tym schronisku i adoptował chociażby z dwie te mordy.

Kilka lat temu Alutka zachorowała na ostre, ropne zapalenie przyzębia. W ciągu kilku dni rozwinęła się infekcja jamy ustnej. Alutka jest bardzo cichym kotem, więc nie zauważyłem, że ma problemy z jedzeniem. Dopiero po 5 dniach zauważyłem, że do miski podchodzi, wącha, stara się jeść i odskakuje od niej, jakby ta miała ją pogryźć. Nawet nie dała mi spojrzeć co się dzieje. Szybki telefon do lecznicy, zamówienie taksówki i wizyta. Lekarz obmacał, sprawdził i powiedział, że jedyna możliwość przy tak ostrym zapaleniu to operacyjne usunięcie wszystkich zębów i antybiotykoterapia. Wiedziałem, że w Irlandii leczenie zwierząt nie jest tanie, więc spytałem się Veta ile to będzie kosztowało i czy w razie czego będę mógł zapłacić w 2, 3 ratach. Powiedział, że nie widzi problemu jeżeli chodzi o raty a cały koszt leczenia bez antybiotyków (musiałem kupić w normalnej aptece- i tu wielki ukłon do irlandzkiej służby zdrowia- recepta od weterynarza została normalnie potraktowana w aptece, tak jak od każdego innego lekarza- za antybiotyki w zastrzykach zapłaciłem 85 euro) wyniesie 450 euro. Akurat szczęście w nieszczęściu miałem taką kwotę, bo zbierałem na wakacje.  Nawet przez chwilę mi nie przeszło, żeby Alutkę uspać, bo koszta wielkie i kłopotu co nie miara, a przede wszystkim wakacje ważniejsze niż ta mała futrzasta mordka. Wakacji mogę mieć milion pięćset, ale takiego kochania nigdy, przenigdy już nie spotkam w moim życiu. Nie było takiej opcji, aby ją uspać lub się jej pozbyć w jakikolwiek inny sposób

Gdy wróciłem po Wypłosza kilka godzin później i brałem ją, jeszcze nie wybudzoną z kojca i gdy mi się ona tak lała przez ręce to po prostu się popłakałem. Małe, szare takie coś z językiem na wierzchu. Gest pielęgniarki, która położyła mi wtedy rękę na plecach był wspaniały. Wpakowałem Alutkę do nosidła i kilkanaście minut potem byłem już w domu. Operacja i antybiotyki zdały rezultat i po 2 tygodniach Wypłosz był zdrów i cały.


Dlaczego to piszę? Bo my ludzie możemy się krzywdzić nawzajem. Krzyczeć na siebie, poniżać. I każdy z nas ma możliwość oddać tej drugiej osobie. Możemy się bronić i pójść do sądu , na policję do prokuratury. A taki psiak, czy kot? Co to stworzenie jest winne? Gdy decydujesz się na zwierzaka, to tak jakbyś adoptował dwuletnie dziecko. Tak samo wymaga cierpliwości, zrozumienia, akceptacji, zadbania, pielęgnacji i zapewnienia podstawowych potrzeb. I tak samo potrzebuje miłości i bliskości. Więc zanim przygarniecie jakiegokolwiek wypłosza zastanówcie się dwa, trzy a nawet cztery razy, czy was to nie przerośnie. Zwierzak to NIE ZABAWKA. I nie zniknie po roku, dwóch latach. To Towarzysz i Przyjaciel na kilkanaście lat.


Pozdrawiam was cieplutko i życzę miłego dnia i abyśmy nie musieli oglądać w telewizji takich negatywnych newsów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz