niedziela, 13 marca 2016

Pożegnanie z Przyjaciółką

Wczoraj 12 marca pożegnałem moją kotkę Alutkę. Jak to bywało u mojego Wypłosza jak zwykle swoją chorobę po prostu "przemilczała". Dwukrotnie udało mi się Ją uchronić przed złym losem. Za pierwszym razem, gdy mi ją podrzucono: obraz nędzy i rozpaczy, z połamanym w 4 miejscach ogonkiem, worek kości  obleczony skórą i o wadze lekko przekraczającej 150g. (o Alutce był wpis wcześniej). Potem ropne ostre zapalenie przyzębia. Przeszła i to. No i zapaleniu płuc niestety, ale nie dała rady. Wczoraj mój drugi kot Samson ją nawoływał i szukał po całym domu. Rano ponownie robił to samo. Gdy wróciliśmy od weta z Wypłoszkiem podszedł do niej, powąchał, poszedł na górę i położył się na parapecie okna niby śpiąc, niby czuwając. Pochowałem Alutkę na ogrodzie, posadziłem rododendrona na pamiątkę (teraz nazywa się Aludendron),a wokół primulki. Samson po prawie 5 godzinach podszedł do mnie i położył się na moich kolanach. Gdy to piszę śpi i mruczy tak, jakby chciał sam siebie i przy okazji mnie ukoić i utulać  w ten zły dzień. Tęsknię, po prostu tęsknię...