czwartek, 26 listopada 2015

Waterford. Magiczne miejsce.

Historia Waterford sięga bardziej zamierzchłych czasów niż chrzest Polski. Miasto, w którym mieszkam zostało założone przez wikingów w 916 roku. Ale tak naprawdę to nie jest głównym tematem tego postu, chociaż dalej będzie ważnym wątkiem dlaczego wikingowie,




Jeszcze nie przebrzmiały imprezy związane z Harvest Festival, gdzie w tle schowało się tegoroczne Halloween, a tu nagle my mieszkańcy obudziliśmy się w pseudokarnawale szaleństwa "białych świąt". I właściwie nie wiem czy mam się cieszyć, czy być przerażonym, że pod koniec listopada w Waterford "zaczyna padać śnieg". Ale tak naprawdę strasznie mi się to podoba. To Szaleństwo. Ta Uprzejmość. Ten Uśmiech. Ale jestem szczęśliwy, że wśród mieszkańców Waterford po tym szaleństwie mimo wszystko pozostaje Uśmiech, Życzliwość i Optymizm i nie umyka to gdzieś w szaleństwie dzisiejszego świata.. I na pewno nie zamienię tego miejsca na Ziemi na żadne inne.




Tegoroczne Winterval to przede wszystkim magia. Dlatego "twarzą" tegorocznego szaleństwa jest Barry Monoghan jeden z lepszych magików świata.

https://vimeo.com/112793188
Gdzie spotkacie na świecie Św Mikołaja i Grincha w uścisku razem? Tylko w Waterford!

Dlaczego wikingowie są tak ważni? Ano dlatego, że wszędzie Św Mikołaj jest witany z sań, a u nas z łodzi wikingów. A mimo, że w Irlandii śnieg i mróz to rzadkość to Irlandczycy dają radę na łyżwach (ja jestem totalny fałtułapa)
Go raibh maith agat Daidí na Nollag


A na koniec, mimo, że do Świąt jeszcze ponad miesiąc dedykuję mój ukochany i uwielbiany utwór i w przeróbce i w oryginale. Trzymajcie się cieplutko i obyśmy w następnym roku spotkali się w tym samym gronie ( u mnie niestety ten rok będzie już inny, bo Basia, ukochana druga żona mojego taty, a moja macocha- wolę stwierdzenie druga mama zmarła tydzień przed Wielkanocą i nic już nie będzie takie same)

(Pentatonix)





oraz oryginał





Czarownikowy kocioł: Ryba zasmażana w occie

Mój połówek pojechał dzisiaj na poranny "bazar rybny". Wczoraj przyjaciółka nadała cynk, że rano wybierają się na "rybny bazarek" do Dunmore East. I czy nie wybralibyśmy się z nimi razem. No i tak po uzgodnieniach Połówek nastawił budzik na wczesno-poranne budzenie zawinął kitę i pojechał z zawrotną kwotą 40 euro ( oby nie zabrakło) na "połów". No i połowy się udały! Do domu przywiózł (nas jest dwóch): 2,5 kg żabnicy, 10 kg plamiaka (dorsza) i 5 kg morszczuka. Szczęście, że wziął 40 euro, a nie 100, bo w domu zapewne miałbym kontener ryb! Stwierdził, że skoro inni brali to on też. Jego połowy wyglądały tak:
morszczuk i dorsz
żabnica wstępnie obrobiona

Jak zobaczyłem Księciunia z "połowem" to miałem ochotę mu krzyknąć: "A nie lepiej było wziąć (na pewno nie "wziąść" po Pawłowiczowemu) pół litra na ryby?!" Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że on je kupił, a nie złowił.
No ale cóż. Ryby w dom, robota w dom czy jakoś tak.
No dobrze. Aby nie przedłużać: Połówek zabrał się za "dzwonkowanie" morszczuka i filetowanie dorsza a ja za główny temat postu: rybkę zasmażaną w occie do której posłużyły filety z żabnicy( Wykrawanie idealne) i mniejsze części z ogonów morszczuka.

No i przechodzimy do clou postu: Ryba zasmażana w occie.


Marynata: (na 3 kg ryby)
-0,5 l octu 10%
- 2,5 l wody
- 6 łyżek czubatych cukru ( jeżeli ktoś lubi bardziej słodko można dodać więcej)
- 2 płaskie łyżeczki soli
- 2 średnie cebule
- na słoik 3 ziarenka ziela angielskiego oraz mała papryczka(może być płatek) chili i  liść laurowy

A ponad to mąka do obtaczania ryb no i oczywiście olej do smażenia.

Pominę proces smażenia, bo chyba każdy wie, że:obtaczanie, smażenie, przewracanie. Marynata różni się tym od innych, że do wody dodajemy wszystko za wyjątkiem octu (cebula ma być pokrojona w krążki i gotować się razem w zalewie). Dopiero jak to wrze dodajemy ocet i gorącą zalewą zalewamy usmażone ryby w słoikach. Na koniec (pamiętajcie, że ryba "wchłonie" trochę marynaty) dolejcie oliwy lub oleju ze smażenia,
 Kilka dni i rybka gotowa. A "nie ruszana" w słoikach może przetrwać 2 miesiące.




Czarownikowy kocioł: Ziemniakowy zawrót głowy

Pyry, kartofle, ziemniaki.... A u was jak się nazywają? Może złe pytanie: a co u was z nich robicie? Bo u mnie między innymi przepyszne placki ziemniaczane inne niż gdzie indziej.
        Dlaczego inne? Bo tarte na małych oczkach, a nie miażdżone na miał węglowy! A to daje chrupkość i smak ziemniaka.
Aby powstało ziemniaczane arcydzieło potrzebujemy:
- 0,5 kg ziemniaków (zapomnijcie o młodych- to mają być "wysoko skrobiowe starcze" jesienne bulwy)
- duża cebula (pokrojona w k-o-s-t-e-c-z-k-ę, nie w kość niezgody)
-200 g boczku surowego wędzonego (jak jest)
-2-3 ząbki czosnku (jak ktoś nie lubi to pomija ten punkt) drobno posiekanego
- łyżeczka: pieprzu, papryki wędzonej, soli
- łyżka mąki
- jajko

- olej do smażenia

Podsmażyć boczek.Ziemniaki zetrzeć na małych oczkach warzywnych. Dodać pozostałe produkty oraz przestudzony boczek. Smażyć na mocno  rozgrzanej patelni na złoty kolor.
 

I najfajniejsze w plackach ziemniaczanych jest to, ż można je podawać na słodko ze śmietaną i cukrem (czosnek i cebula w "środku"!!!!), z "czymkolwiek" z lodówki lub z torebki, a nawet takie puste, bez niczego prosto z patelni. Za każdym razem smakują bosko-kosmicznie

wtorek, 19 maja 2015

Remont


Niedługo czeka mnie przeprowadzka do mojego domku. Nie cierpię przeprowadzek. Te wszystkie manele, ciuchy, meble, szpargały, rośliny i cały animalowy ekwiwalent, czyli dwa akwaria i dwa koteły. Martwię się szczególnie o Samsona, bo to istna powsinoga. Alutka jak to przystało na stateczną starszą i dostojną Panią Hrabiankę domatorką jest i swoje dostojne żywoto spędza w domu oddalając się na 5 metrów wszerz, wzdłuż i dogłębnie. Grunt aby nie tracić domostwa z obszaru wzroku.




 Mój domek składa się z pokoju dziennego →
← kuchni z jadalnią i komikiem
Schody prowadzą do toalety z prysznicem na półpiętrze oraz trzech sypialni

Ogród nie wygląda jak ogród, sypialnie to na razie wielki rumor, a kibelek jest bez kibelka i natrysku. Oj czeka mnie mordęga, oj czeka.





Ale jak ktoś mądry kiedyś powiedział: jak się popieści, to się wszystko zmieści. Na razie remont w trakcie i to wszystko wygląda tak jak na zdjęciach widać.





_______________________________________________________________________________

 24.05.2015

A oto kilka nowych zdjęć z postępu remontowego ( ogród dalej nie wygląda jak ogród, bo nie mam czasu nim się zająć, ale za to kuchnia i pokój dzienny oraz przedpokój zaczynają przybierać "ludzki" wygląd, a łazienka nabrała antycznego wyglądu).


 Błąd projektanta. Nie wiem jak umieścić zmywarkę pod zlewozmywakiem. Albo zlewozmywak albo zmywarka :-(
Część kuchni od strony drzwi na ogród
 Kafelki z antycznym paskiem w łazience...
... i do kompletu terakota w tym samym wzorze
 Połowa paneli na korytarzu położona - jeszcze druga połowa i będą dwie połówki czyli całość :-)
 Meble w kuchni na wymiar
 Oświetlenie punktowe ledowe w kuchni - 2 razy po 4 punkty

niedziela, 10 maja 2015

Za późno, ale one do mnie przemówiły: Kalia żółta i Irys syberyjski

Tydzień temu byłem w dyskoncie. W części ogrodowej w opakowaniach były byliny. Wyschnięte, wychylające małe kiełki... I błagające. I takie 4 paczuszki do mnie przemówiły. Po jednej bylince w paczce kalii i po 5 cebulek irysów  w opakowaniu . Jest już za późno na posadzenie, bo zarówno kalie jak i irysy powinno się posadzić w marcu, ale ich błagalne nawoływania skruszyły moje serce. I tak bogatszy o 10 cebulek irysów i 2 kalie wróciłem do domu.
Akurat mam w tej chwili okres niezbyt sprzyjający, bo akurat się przeprowadzam, ale te rośliny do mnie naprawdę przemówiły. Na bieg po przyjściu do domu wsadziłem rośliny do ziemi i po tygodniu wyglądają tak:
To jest jedna z kalii. Druga jest minimalnie mniejsza

A tak wychyla się delikatnie jeden z irysów

Te maleństwa dzisiaj tj 26.05 wyglądają tak:
( A,że dzisiaj taki piękny dzień wszystkim Mamom na całym świecie wszystkiego dobrego i wspaniałego z okazji Waszego święta - wiem, że w innych częściach świata ten dzień jest w innych terminach, ale w Polsce ten szczególny dzień jest właśnie dzisiaj).

I tak zamiast żółtej kalii mam bordową :-)
 A tak wyglądają wszystkie roślinki zakupione w ostatniej chwili w dyskoncie. Do ziemi będą wkopane za kilka dni już na nowym ogrodzie


A teraz trochę faktów o tych dwóch roślinach:

Kalia
Cantedeskia, kalijka, kalia (Zantedeschia Spreng.) – rodzaj roślin z rodziny obrazkowatych, obejmujący 8 gatunków pochodzących ze środkowo-południowej Afryki, z jednym gatunkiem introdukowanym na wszystkich kontynentach z wyjątkiem Antarktydy. Z uwagi na bardzo atrakcyjne kwiatostany i ulistnienie cantedeskie, zarówno gatunki botaniczne jak i ich kultywary, są szeroko uprawiane na świecie jako rośliny ozdobne.

Rozmieszczenie geograficzne:
Cantedeskie pochodzą ze środkowo-południowej Afryki (od Nigerii do Tanzanii i RPA). Cantedeskia etiopska została introdukowana do Europy najprawdopodobniej w XVII wieku. Obecnie uznaje się ten gatunek za naturalizowany w Europie (na Azorach, Maderze, Półwyspie Iberyjskim, Korsyce, Półwyspie Bałkańskim  oraz w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Grecji, Irlandii i Szwecji), w Ameryce Północnej (zachodnie Stany Zjednoczone)  w Ameryce Środkowej (Kostaryka i Nikaragua), w Ameryce Południowej (Ekwador), na Wyspach Towarzystwa w Oceanii  oraz w Australii i Nowej Zelandii. W wielu miejscach uznany jest za groźny gatunek inwazyjny, wypierający roślinność rodzimą.
Morfologia i anatomia
Pokrój
Średniej wielkości rośliny zielne, osiągające wysokość 120 cm, tworzące kępy i skupiska.
Łodyga
Duża i gruba spichrzowa łodyga podziemna. W zależności od autora nazywana kłączem  lub bulwą pędową. Z botanicznego punktu widzenia typ łodygi podziemnej nie został ostatecznie ustalony. Czasem przyjmuje się, że łodyga gatunków cantedeskia etiopska i Zantedeschia odorata jest kłączem, a pozostałych gatunków bulwą, choć również u cantedeskii etiopskiej niektórzy autorzy mówią o bulwiasto zgrubiałej łodydze.
Korzenie
Korzenie, których główną funkcją jest utrzymanie rośliny w podłożu, wyrastają z górnej części łodygi podziemnej.
Liście
Rośliny tworzą wiele długoogonkowych liści właściwych, które utrzymują się od późnej zimy do późnej wiosny (cantedeskia etiopska i Zantedeschia odorata), od wiosny do jesieni (pozostałe gatunki) lub całorocznie (cantedeskia etiopska w niektórych siedliskach). Ogonki liściowe gąbczaste, o długości od 15 cm (cantedeskia Rehmanna) do 1,5 m (cantedeskia etiopska). Blaszki liściowe pierzaście unerwione, ciemnozielone, niekiedy biało nakrapiane (np. Z. albomaculata).  Liście zawierają hydatody umożliwiające guttację.
Kwiaty
Rośliny jednopienne, tworzące kilka kwiatostanów, typu kolbiastego pseudancjum. Szypułki zwykle dłuższe od ogonków liściowych, wynoszące kwiatostany ponad poziom liści. Pochwa kwiatostanu niezwężona, u podstawy spiralnie zwinięta, w górnej części lejkowato otwierająca się, o odchylonym i niekiedy spiczastym wierzchołku, o długości od około 10 cm (cantedeskia Rehmanna, c. albomaculata) do około 25 cm (c. etiopska). Kolba obła, gęsto pokryta kwiatami. Położone w dolnej części kolby kwiaty żeńskie niekiedy otoczone 3 szpatułkowatymi prątniczkami. Zalążnie jajowate, 1-5-komorowe, zawierające do 4 anatropowych zalążków w każdej komorze. Szyjki słupków krótkie lub nieobecne. Znamiona słupków półkulisto-dyskowate. Kwiaty męskie 2-3-pręcikowe, zrośnięte w synandrium, siedzące, o klinowato-kwadratowych główkach. Pylniki długie, niemal dotykające kolbę, otwierające się przez pionowy otworek.
Owoce
Zielone lub pomarańczowe jagody odwrotnie jajowate do niemal kulistych, 1-5-komorowe, zawierające od 1 do 2 nasion w każdej komorze. Nasiona odwrotnie jajowate, o podłużnie żłobkowanej łupinie i obfitym bielmie.
Biologia i ekologia
Rozwój
Wieloletnie geofity ryzomowe, przechodzące okresowy spoczynek lub wiecznie zielone (tylko cantedeskia etiopska, w niektórych siedliskach). Rośliny uprawiane na półkuli północnej przechodzą stan spoczynku (odpowiednik pory suchej) w okresie koniec od maja do lipca. W tym czasie liście zasychają i roślina zaczyna ponowny rozwój z końcem lata (obficie podlewana). Kwitnienie następuje od lutego i trwa do końca maja.
Siedlisko
Wszystkie gatunki zasiedlają brzegi lasów równikowych zrzucających liście na zimę i suchych lasów podrównikowych oraz sawanny, o przeciętnych temperaturach w zimę od 10 do 11ºC (minimalnie 2–3ºC), a latem około 20ºC (maksymalnie 27ºC) i wyraźnym podziale na porę suchą (zima) i mokrą (lato). Cantedeskia etiopska jest rośliną wiecznie zieloną i zasiedla również tereny bagniste w wilgotnych (wysychających podczas pory suchej), zawsze zielonych lasach podzwrotnikowych i wilgotnych lasach równikowych. W miejscach występowania rośnie łanowo.
Cechy fitochemiczne
Rośliny trujące. Wszystkie części cantedeskii zawierają ostre kryształki szczawianu wapnia oraz niezidentyfikowane, toksyczne alkaloidy. Kwiatostany zawierają również cytokininy, flawonoidy: swertyzynę i swertiajaponinę, antocyjany: cyjanidynę i peonidynę oraz kwas ferulowy. W liściach i owocach cantedeskii etiopskiej obecna jest 6-(O)-hydroksybenzylamino-9-β-D-rybofuranozypuryna i jej 2-metylotio pochodna oraz polifenole i leukocyjanidyna. Brak jest doniesień o poważnych zatruciach cantedeskią u ludzi. Kontakt rośliny ze skórą może powodować dermatozę, a ze śluzówką jamy ustnej obrzęk języka, warg i gardzieli. Spożycie może prowadzić do biegunki i zapalenia żołądka i jelit. Rośliny są silnie trujące dla zwierząt. U królików spożycie części zielonych cantedeskii powoduje hipestezję i paraliż.

Interakcje z innymi gatunkami

Kłącza cantedeskii stanowią składnik diety dzików i jeżozwierzy, a jagody - ptaków. Kłącza różnych gatunków cantedeskii stanowią też pożywienie złotokretów hotentockich.

Poczytałem i jestem przerażony. Po pierwsze czy dam radę, po drugie: teściowej już nie mam, bo jestem po rozwodzie, więc nie wiem jak mam wykorzystać właściwości trujące :-D.

Moją odmianą jest Z. albomaculata subsp. macrocarpa cokolwiek to znaczy :-D


Irys syberyjski

Kosaciec syberyjski (Iris sibirica L.) – gatunek roślin cebulowych i kłączowych należący do rodziny kosaćcowatych.

Rozmieszczenie geograficzne

Rodzimy obszar występowania obejmuje południową, środkową i zachodnią Europę, Turcję, Kaukaz i Syberię. Jest uprawiany w Ameryce Północnej. W Polsce występuje w rozproszeniu na większości obszaru, ale najliczniej na Dolnym Śląsku, Wyżynie Lubelskiej, i na Roztoczu. W Karpatach występuje w Bieszczadach, Beskidzie Niskim, Beskidzie Wyspowym, Dołach Jasielsko-Sanockich i na Pogórzu Wiśnickim. Nie występuje w województwie łódzkim, południowej i północnej części województwa mazowieckiego i na Pomorzu Zachodnim.

Morfologia
Łodyga
Pusta, wzniesiona, do 80 cm wysokości. Wyższa od 2-6 równowąskich liści.
Kwiaty
Przeważnie występują po dwa, niekiedy po 3-4 na jednym pędzie. Działki okwiatu o szerszej nasadzie. Biało-niebieskie, żyłkowane zwężają się nagle bez strefy przejściowej w żyłkowany "paznokieć". Ciekawostką są spotykane w tych samych miejscach co roku białe – albinotyczne formy kwiatostanów na terenie Obszaru Natura 2000 Uroczysko Pięty.
Biologia i ekologia
Bylina, geofit. Występuje na torfowiskach niskich m.in. na wilgotnych łąkach trzęślicowych, niekiedy na ich obrzeżach  np. w ziołoroślach czy nawet w mokrej psiarze. Niewielkie kępy z osobnikami kosaćca można spotkać też w rowach melioracyjnych oraz w pobliżu zbiorowisk roślinnych: rokicin z wierzbą rokitą oraz łozowisk z wierzbą szarą na łąkach. Podłożem są żyzne gleby bagienne zawierające wapń, wyłącznie w nieuprawianych siedliskach. W górzystych terenach tylko w dolinach.. Kwitnie w maju i czerwcu.
Zagrożenia i ochrona
Roślina objęta w Polsce ścisłą ochroną gatunkową.
Roślina umieszczona na Czerwonej liście roślin i grzybów Polski (2006) pośród gatunków narażonych na wyginięcie (kategoria zagrożenia V).
Przyczynię się do ochrony tej rośliny, bo warto. Piękny, wyniosły pokrój i mimo, że kwiaty są bezzapachowe wyglądają obłędnie.




I znowu o kręceniu. Tym razem dodatek do wszystkiego: Pan MAJONEZ.

Właściwie to nikt nie wie kto jest twórcą tego znanego wszystkim sosu oraz kiedy powstał. Jedna z legend mówi, że gdy francuskie wojsko oblegało miasto Mahon (stąd nazwa majonezu) kucharzowi polowemu została na składzie tylko oliwa, kilka jaj i musztarda. A że żołnierze domagali się jedzenia to pomysłowy kucharz pod silną presją wymieszał wszystkie składniki. I tak powstał gęsty, bardzo sycący i kaloryczny sos. Inna legenda mówi, że sos został wymyślony w mieście Bayonne i tylko przez pomyłkę nazwano go zamiast sauce bayonnaise sosem mayonnaise. Zapewne już się nie dowiemy prawdziwej wersji powstania, przez kogo i gdzie. Zresztą czy to jest aż tak ważne? Grunt, że wraz z jajkami gotowanymi na twardo smakuje wyśmienicie. 
W klasycznej wersji majonez robi się tylko i wyłącznie z 3 składników: oliwy, żółtek jaj oraz musztardy. Zarówno musztarda jak i jajka służą jako emulgatory (zagęszczacze). Jednak dzisiaj w domowym wyrobie majonezu dopuszcza się inne dodatki takie jak sól, pieprz, cukier, ocet oraz dodatki typowo smakowe jak suszona papryka, chili, czosnek, zioła itp. Domowy majonez przewyższa ten przemysłowy przede wszystkim dwiema zaletami: Nie ma w nim żadnych sztucznych emulgatorów, polepszaczy, konserwantów, smaków i zapachów "identycznych z naturalnym". Nie ma żadnych E-chów. Mamy w sosie tylko to co dodamy. Druga zaleta jest taka, że to my mamy decydujący wpływ jaki końcowy smak będzie miał nasz majonez: czy to smak koperkowy, czosnkowy, paprykowy czy też zupełnie inny, który lubimy. A kręcenie majonezu wcale nie jest takie trudne.
Oto moja wersja klasycznego majonezu.

A więc sztukę czas zacząć. 
Kurtyna w górę.

Zanim rozpocznę dwie bardzo ważne uwagi.
1. Wszystkie produkty powinny mieć temperaturę pokojową (szczególnie jajka)
2. Jajka koniecznie należy sparzyć wrzącą wodą. Pamiętajcie, że tam gdzie jajka nie mają obróbki termicznej zawsze należy je sparzyć wrzącą wodą. Nie chroni nas to przed salmonella w 100%, jednak możliwość taka po sparzeniu jajek jest naprawdę znikoma.


Aktorzy: 

2 jajka (a dokładnie 1 pełne jajko i jedno żółtko)
około pół litra oliwy lub oleju (około gdyż zależy to od wielkości jajek, ale minimalnie należy mieć przygotowane pół litra)
1/4 łyżeczki pieprzu
1/2 łyżeczki soli
płaską łyżkę cukru
łyżkę octu

AKT1
Do pomocy mikser zwany robotem kuchennym (ręcznie też można, ale do tego potrzebna jest trzepaczka i niezła krzepa oraz dobrze wypracowany biceps - Panowie bez skojarzeń) oraz wysokie naczynie.

Samo przygotowanie jest prozaicznie proste i trwa ok 10 minut.
AKT2
Do naczynia dodajemy wszystkie produkty za wyjątkiem oliwy. Ucieramy przez 2-3 minuty aż nie będzie widać kryształków cukru. Teraz nie przerywając ucierania (obroty miksera powinny być raczej na najwyższych obrotach) dodajemy małymi porcjami oliwę. Konsystencja będzie się zagęszczać po każdej porcji oliwy. No i co na koniec: gdy oliwa się skończy majonez gotowy.
AKT3
Teraz można ewentualnie dosolić, dopieprzyć, dokwasić, docukrzyć wedle własnego uznania. Zakręcić na koniec jeszcze raz mikserem i pochłonąć nasz świeżutki majonez z frytkami, jajkami, kanapkami czy też innymi frykasami.
Rzadko kiedy kupuję gotowy majonez. Wiele osób boi się robić majonez w domu z obawy, że się "zwarzy". Jeszcze ani razu mi się to nie udało. Owszem, nie jest on tani, ale jeżeli spróbujecie domowego majonezu trudno wam się będzie mu oprzeć. A po za tym wiecie co jecie.
 Pozdrawiam serdecznie i życzę smacznego.




czwartek, 7 maja 2015

Bez zdjęć, ale o Szacunku do Ojczyzny

Trochę dzisiaj odmiennie.
Za kilka dni wybory. Będziemy wybierać Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. Na portalach społecznościowych możemy odmienić przez przypadki wszelkiej maści pseudo polityków, znawców ekonomii, prawa międzynarodowego a przede wszystkim patriotów, którzy opluwają wszystko i wszystkich, którzy śmią mieć inne zdanie niż oni. Bo przecież tylko oni są tymi prawdziwymi Polakami i Patriotami. I aż żal czytać i patrzeć na to wszystko.
O języku polskim pięknie pisał Mikołaj Rej:

"A niechaj narodowie wżdy postronni znają,
  iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają".

Ale czy na pewno? Coraz częściej słyszę:  mamy dziś brifing (co złego jest w słowie: spotkanie), menager kazał (a może kierownik) itp. Już nie wspomnę o szopingach, lukaniach, zalajkowaniach, imidżach i całej reszcie dziwnych wrzutek językowych.
Jakie zdanie miałby szanowny Mikołaj na temat patriotów, którzy w swoim świętym oburzeniu " wo gule nie zgadzajom się z tym", "komorowski straszy nas babom jagom i żondzi z pod rzyrandola". Przez wieki nasi przodkowie, nasi poeci walczyli o zachowanie pięknego języka. Rozumiem, można mieć kłopoty z ortografią, ale od tego są słowniki. Nikt mi nie przetłumaczy, że jest to dysortografia. Lenistwa nie da się wytłumaczyć niczym innym jak lenistwem.

„A nade wszystko szanuj mowę twą ojczystą.
Nie znać języka swego - hańbą oczywistą”.

Tak o języku polskim pisał F. Dmowski
Melodyjność, brzmienie, barwa. "Patrioci" z prawa powtarzają ciągle o hucpie, hańbie, zdradzie. A jednocześnie, zarówno w mowie i piśmie nie szanują własnego języka. Mało tego.Organizowane są marsze, a tu na FLADZE NARODOWEJ powypisywane hasła protestacyjne. Albo odsłona pomnika okrytego flagą państwową. Ksiądz, włodarze, orkiestra. Następuje odsłonięcie pomnika. Tylko problem co zrobić z tą „biało-czerwoną szmatą”? A zgniecie się ją w kulę i wrzuci się za pomnik. Nie będzie jej widać. W tym przypadku nie ma żadnej hańby, żadnej hucpy, żadnej zdrady. Czy na pewno? Dla mnie jest to największą hańbą potraktować tak własną flagę. Spójrzcie jaki do własnej flagi państwowej mają Amerykanie. Byłoby nie do pomyślenia, aby flagę zgnieść i wrzucić ot tak sobie gdzieś tam. 
 Ale „patriotami” to oni są wszyscy.
Dla tych patriotów kilka informacji:

Każde państwo ma swoje symbole, które podkreślają jego niezależność, wyróżniają na tle innych państw. W Polsce do takich symboli należą:
hymn państwowy („Mazurek Dąbrowskiego”);
godło (orzeł biały);
flaga (biało-czerwone barwy).

OBOWIĄZKI OBYWATELA

Zgodnie z treścią przepisów ustawy o godle, barwach i hymnie Rzeczpospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych, otaczanie symboli narodowych czcią i szacunkiem jest prawem i obowiązkiem każdego obywatela Polski.
W związku z tym, każdy z nas może wywiesić flagę (używać barw Rzeczpospolitej Polskiej), w szczególności dla podkreślenia znaczenia uroczystości, świąt lub innych wydarzeń . Należy jednak pamiętać, że  należy to zrobić w taki sposób, aby nie naruszać jej czci i szacunku (np. flaga nie powinna być zniszczona czy brudna).
Odpowiedzialność karna
Kodeks karny przewiduje karę nie tylko za znieważenie tych najważniejszych symboli, ale także innych znaków państwowych. I tak, ten, kto publicznie znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwowy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
Co więcej, polskie przepisy karne przewidują również karę dla tych, którzy znieważają lub niszczą znaki państwa obcego, wystawione publicznie przez przedstawicielstwo tego państwa lub  na zarządzenie polskiego organu władzy.
Znieważenie, niszczenie( czyli wypisywanie na niej hasełek protestacyjnych), uszkadzanie lub usuwanie Flagi Polski to występek zagrożony karą grzywny, karą ograniczenia wolności albo karą pozbawienia wolności do roku. (Art. 137 § 1 Kodeksu karnego)

I już na sam koniec:  Moja mama zawsze mi powtarzała, żebym traktował innych tak samo jakbym chciał być traktowany. Więc niech mi ktoś powie jak mam traktować tych, którzy mają gładkie słowa na ustach pełne wzniosłych idei, a jednocześnie nie szanują ani języka polskiego, ani  symboli własnego państwa, a jednocześnie chcą, żądają i wymagają pełnego poszanowania w stosunku do samych siebie?

Przykro mi się robi i smutno.

piątek, 1 maja 2015

Czarownikowy kocioł z niespodzianką czyli rekini stek


     Dzisiaj byłem w moim ulubionym tajskim sklepie. Można w nim kupić dosłownie wszystko: od kadzidełek i olejków zapachowych, poprzez ryże (nie wiedziałem, że jest tyle odmian i gatunków: basmati, krótki, długi, dziki, brązowy, do sushi, do risotto itp,itd- równo koło siebie leżą sobie kolorowe ryże), a skończywszy na sosach i metrowych rybach. Wiele produktów omijam szerokim łukiem, bo po pierwsze z niczym mi się nie kojarzą, po drugie wyglądają dziwnie (lub strasznie) po trzecie nie wiem do czego użyć, bo tylko na opakowaniu albo robaczki, albo domki (po arabsku lub po chińsku) a po czwarte nigdy bym nie zaryzykował, aby spróbować (np jajka "stuletnie" - nie, nie dziękuję, postoję). Jednak czasami ryzykuję i jeżeli już gdzieś coś spotkałem lub przeczytałem o jakimś produkcie to kupuję i sprawdzam "jak to się je". Najpierw w szanownych internetach, potem w przepastnej mojej kuchni. I tak było z tym produktem czyli płetwą rekina niebieskiego inaczej zwanym żarłaczem błękitnym.

 Jest to dość duży rekin osiągający długość do 4 m i masę 200 kg. Ubarwienie od spodu jasnoszare, na grzbiecie granatowo-błękitne, stąd nazwa. Żywi się rybami, w tym mniejszymi rekinami, oraz kałamarnicami i dziesięcionogami. Jest jednym z najszybszych rekinów, rozwija w wodzie prędkość do 13,3 m/s. Ciało ma smukłe i wężowate, nie tak krępe jak np. żarłacz biały. Płetwy piersiowe wydłużone. Zęby spiczaste, piłkowane.
Rekiny błękitne są żyworodne, a samica rodzi od 25 do 100 młodych. Poluje głównie na ryby i kalmary, choć jego ofiarami mogą paść większe zwierzęta. Gatunek niebezpieczny dla człowieka ze względu na możliwość pogryzienia, nawet śmiertelnego.

Tyle o rekinie.

A teraz trochę o stekach z niego oraz o rozkoszach podniebienia :-)

Jak to się robi z rybą pierwszym moim krokiem było odmrożenie steków. Po odmrożeniu wyglądały tak:

Drugim krokiem było poprószenie białym pieprzem, delikatne posolenie i skropienie sokiem z cytryny. Na patelni rozgrzałem masło ghee i oprószone mąką podsmażyłem na złoty kolor moje steki. Nie robiłem żadnych sosów ani innych wymyślnych wynalazków. Chciałem spróbować takie czyste klasyczne mięso rekinie. I spróbowałem... a następnie zapomniałem smak... Po prostu jak to się brzydko mówi : pewnej, dolnej części ciała nie urywa. Rzeczywiście jest o wiele delikatniejsze niż mięso innych ryb, ale smak po prostu przeciętny. I jak nie przepadałem za rybami (chociaż uwielbiam owoce morza) tak w dalszym ciągu ich nie lubię. No, ale jak ktoś mądry powiedział: o gustach się nie dyskutuje.
Pozdrawiam Was serdecznie i przepraszam za długą nieobecność. Obiecuję, że już się to nie powtórzy.