piątek, 1 maja 2015

Czarownikowy kocioł z niespodzianką czyli rekini stek


     Dzisiaj byłem w moim ulubionym tajskim sklepie. Można w nim kupić dosłownie wszystko: od kadzidełek i olejków zapachowych, poprzez ryże (nie wiedziałem, że jest tyle odmian i gatunków: basmati, krótki, długi, dziki, brązowy, do sushi, do risotto itp,itd- równo koło siebie leżą sobie kolorowe ryże), a skończywszy na sosach i metrowych rybach. Wiele produktów omijam szerokim łukiem, bo po pierwsze z niczym mi się nie kojarzą, po drugie wyglądają dziwnie (lub strasznie) po trzecie nie wiem do czego użyć, bo tylko na opakowaniu albo robaczki, albo domki (po arabsku lub po chińsku) a po czwarte nigdy bym nie zaryzykował, aby spróbować (np jajka "stuletnie" - nie, nie dziękuję, postoję). Jednak czasami ryzykuję i jeżeli już gdzieś coś spotkałem lub przeczytałem o jakimś produkcie to kupuję i sprawdzam "jak to się je". Najpierw w szanownych internetach, potem w przepastnej mojej kuchni. I tak było z tym produktem czyli płetwą rekina niebieskiego inaczej zwanym żarłaczem błękitnym.

 Jest to dość duży rekin osiągający długość do 4 m i masę 200 kg. Ubarwienie od spodu jasnoszare, na grzbiecie granatowo-błękitne, stąd nazwa. Żywi się rybami, w tym mniejszymi rekinami, oraz kałamarnicami i dziesięcionogami. Jest jednym z najszybszych rekinów, rozwija w wodzie prędkość do 13,3 m/s. Ciało ma smukłe i wężowate, nie tak krępe jak np. żarłacz biały. Płetwy piersiowe wydłużone. Zęby spiczaste, piłkowane.
Rekiny błękitne są żyworodne, a samica rodzi od 25 do 100 młodych. Poluje głównie na ryby i kalmary, choć jego ofiarami mogą paść większe zwierzęta. Gatunek niebezpieczny dla człowieka ze względu na możliwość pogryzienia, nawet śmiertelnego.

Tyle o rekinie.

A teraz trochę o stekach z niego oraz o rozkoszach podniebienia :-)

Jak to się robi z rybą pierwszym moim krokiem było odmrożenie steków. Po odmrożeniu wyglądały tak:

Drugim krokiem było poprószenie białym pieprzem, delikatne posolenie i skropienie sokiem z cytryny. Na patelni rozgrzałem masło ghee i oprószone mąką podsmażyłem na złoty kolor moje steki. Nie robiłem żadnych sosów ani innych wymyślnych wynalazków. Chciałem spróbować takie czyste klasyczne mięso rekinie. I spróbowałem... a następnie zapomniałem smak... Po prostu jak to się brzydko mówi : pewnej, dolnej części ciała nie urywa. Rzeczywiście jest o wiele delikatniejsze niż mięso innych ryb, ale smak po prostu przeciętny. I jak nie przepadałem za rybami (chociaż uwielbiam owoce morza) tak w dalszym ciągu ich nie lubię. No, ale jak ktoś mądry powiedział: o gustach się nie dyskutuje.
Pozdrawiam Was serdecznie i przepraszam za długą nieobecność. Obiecuję, że już się to nie powtórzy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz