Ja jednak kocham te najprostsze, te bez udziwnień, te klasyczne. Tylko kapusta, ryż, mięso, jajko, sól i pieprz. No i czasami sos pomidorowy do tego, chociaż sam "rosół" z gołąbków jest magicznie wystarczający. A, że przy gołąbkach jest trochę babraniny, gdy zaczynam je robić domownicy mają kategoryczny zakaz wejścia do kuchni. Dlaczego? Bo ja sam robię w tym momencie taki bałagan, że na bałagany innych już nie ma miejsca. Sztukę czas zacząć.
Akt pierwszy. Scena pierwsza.Aktorzy:
Wielka biała kapusta. ( jak ta →)
←Takie mięso mielone (ok. 750g)
Dwa wesołe jaka (mogą być trzy)
→
↓Ryżowy ryż (odmiana nieważna) Ważna ilość- 200g↓
← Wiecznie płaczące panny w czerwieni: panny cebulki drobno siekane:
Szlachcic smalec Pan Patelni - pół kostki↓
no i w rolach drugoplanowych (chociaż tak samo bardzo ważnych pieprz- łyżka i sól - 5 łyżek - w mojej sztuce specjalnie sprowadzona aż z Himalajów sól różowa)
Akt pierwszy. Scena druga.
W akcie tym działamy na kilka frontów na raz.
Ryż. Na 300 gram gotującej wody (osolonej 1 łyżką soli) wsypujemy ryż. Gotujemy go przez 15 minut na małym ogniu. W tym czasie możemy zanurzyć się w przepiękny wiersz Pana Adama: "Romantyczność":
Słuchaj, dzieweczko!- Ona nie słucha -
To dzień biały! to miasteczko!
Przy tobie nie ma żywego ducha.
Co tam wkoło siebie chwytasz?
Kogo wołasz, z kim się witasz?
- Ona nie słucha. -
To jak martwa opoka
Nie zwróci w stronę oka,
To strzela wkoło oczyma,
To się łzami zaleje;
Coś niby chwyta, coś niby trzyma;
Rozpłacze się i zaśmieje.
"Tyżeś to w nocy? to ty, Jasieńku!
Ach! i po śmierci kocha!
Tutaj, tutaj, pomaleńku,
Czasem usłyszy macocha!
( należy zamieszać nasz ryż)
Niech sobie słyszy, już nie ma ciebie!
Już po twoim pogrzebie!
Ty już umarłeś? Ach! ja się boję!
Czego się boję mego Jasieńka?
Ach, to on! lica twoje, oczki twoje!
Twoja biała sukienka!
I sam ty biały jak chusta,
Zimny, jakie zimne dłonie!
Tutaj połóż, tu na łonie,
Przyciśnij mnie, do ust usta!
Ach, jak tam zimno musi być w grobie!
Umarłeś! tak, dwa lata!
Weź mię, ja umrę przy tobie,
Nie lubię świata.
Źle mnie w złych ludzi tłumie,
Płaczę, a oni szydzą;
Mówię, nikt nie rozumie;
Widzę, oni nie widzą!
Śród dnia przyjdź kiedy... To może we śnie?
Nie, nie... trzymam ciebie w ręku.
Gdzie znikasz, gdzie, mój Jasieńku!
Jeszcze wcześnie, jeszcze wcześnie!
(mieszamy ponownie)
Mój Boże! kur się odzywa,
Zorza błyska w okienku.
Gdzie znikłeś? ach! stój, Jasieńku!
Ja nieszczęśliwa".
Tak się dziewczyna z kochankiem pieści,
Bieży za nim, krzyczy, pada;
Na ten upadek, na głos boleści
Skupia się ludzi gromada.
"Mówcie pacierze! - krzyczy prostota -
Tu jego dusza być musi.
Jasio być musi przy swej Karusi,
On ją kochał za żywota!"
I ja to słyszę, i ja tak wierzę,
Płaczę i mówię pacierze.
"Słuchaj, dzieweczko!" - krzyknie śród zgiełku
Starzec, i na lud zawoła:
"Ufajcie memu oku i szkiełku,
Nic tu nie widzę dokoła.
(odstawiamy z ognia, zawijamy z przykrywką w ręcznik i podkładamy pod kołdrowe pielesze na co najmniej pół godziny)
Duchy karczemnej tworem gawiedzi,
W głupstwa wywarzone kuźni.
Dziewczyna duby smalone bredzi,
A gmin rozumowi bluźni".
"Dziewczyna czuje, - odpowiadam skromnie -
A gawiedź wierzy głęboko;
Czucie i wiara silniej mówi do mnie
Niż mędrca szkiełko i oko.
Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu,
Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce.
Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu!
Miej serce i patrzaj w serce!"
Ryż dochodzi do siebie.
Jeżeli chłop wkracza do kuchni to przede wszystkim bałagan musi być. Ja zaczynam od sparzenia kapusty. Wycinam głąba tak, aby jak najwięcej ściąć łączenia liści z głąbem. Wstawiam wodę w wielkim garze na gaz z 2 łyżkami soli. Gdy woda się słodko grzeje ja w tym czasie podsmażam pokrojone czerwone panie cebule na ćwierci smalczyku. Ach jakie zapachy wtedy idą, gdy Panie w czerwieni poddają się Hrabiemu. Brzmi to jak romans z czasów naszego największego Wieszcza. Ale niestety koniec jest inny. One się poddają, szklą, przestają płakać i idą na odstawkę do przestygnięcia.
A ja mam czas na piwo, bo;
1. ryż nie gotowy,
2. cebula gorąca,
3. woda nie gotowa
Akt drugi. Scena pierwsza.
Pomiędzy łykami piwka do gotującej wody wrzucam kapustę . Delikatnie widelcem i nożem oddzielam każdy liść. Wyławiam i odstawiam na talerz. Wycinam rdzeń liścia. Zostawiam do przestygnięcia. Gdy z nią barbarzyńsko skończę wygląda tak:
Jest wtedy miękka, uległa i miła w dotyku. Potrzebne jest to do następnego aktu, ale w między czasie zajmuję się tym, co będzie miała w środku. Do przestudzonego ryżu dodaję wesołe jajka, zeszklone Panie cebulowe, mięso mielone (Alutka w tym momencie nie opuszcza mnie nawet na chwilę- 1/4 daniny z 1kg należy się jej- i naprawdę uwierzcie mi nie da się jej oszukać- jak nie dostanie swojej daniny, to drze japę tak, że sąsiedzi na pewno by mnie podali do Stowarzyszenia Opieki Nad Zwierzętami), pieprz i resztę soli. Wkład po wymieszaniu wygląda tak:
Akt drugi. Scena druga.
Nadzienie gotowe. Kapusta jest delikatna i nieoporna. Na każdy liść nakładam farsz - czy to będzie mała łyżka, czy też czubata łyżka do zupy zależy od wielkości liścia- Ważne aby liść był konkretnie nadziany :-) - och te marzenia od lotka). Farsz nakładamy na dół liścia i zawijamy na kopertę. Najpierw dół do zakrycia farszu, potem strony i zawijamy.
Układamy w garnku. Na dnie kładziemy liście na zmarnowanie. Będą przypalone (moje ulubione) , ale aromat pójdzie w szlachetne gołąbki. dolewamy wodę, tak aby zakryły 3/4 garnka. Na wierzch kładziemy pozostałego hrabiego, czyli 1/4 część smalcu. No i czeka nas czas, a raczej jego cierpliwość. Dusimy wszystkich aktorów, aż zmiękną. Sztuka dobiega końca.
Epilog
Sztuka kończy się podaniem na talerzu. Czy polana sokiem własnym, sosem pomidorowym, czosnkowym, serowym smakuje po prostu BOSKO. Bałagan w kuchni, sprzątanie po, jest warte tego smaku. Nikt nie będzie w stanie im się oprzeć. A aktorzy? Chyba będą zadowoleni, że grali w tak pięknej sztuce.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz