Alutka to nadzwyczajne stworzenie. Jak przystało na prawdziwą Damę jest rozpieszczona, rozwydrzona, rozkrzyczana, wiedźmowata, uparta, czasami złośliwa i wredna. Ale przede wszystkim jest kochana. Taki mój mały, szary Wypłosz.
Alutka miała bardzo ciężki początek swojego życia. Jeden z klientów w mojej pracy przyniósł ją do pracy w pudełku. Godzinę wcześniej wyciągnął ją spod samochodu. Chciał się nią zająć, lecz niestety w domu miał boksera, który po prostu wpadał w szał. Pytał się czy ktoś tym stworzeniem by się zajął. Ja już miałem kota Pana Bandytę, więc niezbyt mi to pasowało. Jednak gdy zajrzałem w pudełko moje serce zamieniło się w maleńką grudkę tak mocno je ścisnęła istotka w pudełku. A był to obraz nędzy i rozpaczy. Coś wielkości niedożywionego szczurka, ważące może ze 150g (waga urodzeniowa zdrowego kociaka to 90-110g, a ona miała z 5 tyg i powinna ważyć co najmniej 350-400g) z wielkimi uszkami, złamanym ogonkiem i tym czymś w oczkach: nutą błagania, nutą lęku, a przede wszystkim obojętnością, jakby chciała powiedzieć, że już ma dosyć.
No i wziąłem wypłosza. Wizyta u weta, nastawienie ogonka, odrobaczenie. Wet nie zaszczepił mi jej na początku, bo bał się, że może tego nie przetrzymać. Pierwsze dwa tygodnie były ciężkie. 6-miesięczny Bandyta był bardzo zazdrosny, więc było trochę zabawy. Alutka była tak wynędzniała, że przez pierwszy tydzień nosiło się ją do miski, kuwety, ogrzewało pod kocem (co zostało jej do dziś- uwielbia spać przykryta). Nie miała siły stać na własnych łapkach. W nocy co 3 godziny pobudka, karmienie, kuweta, spanie.
Kocia wojna pomiędzy Alutką a Bandytą trwała do czasu, aż jaśnie Pani stanęła na własnych nogach (jakiś miesiąc później). Karmienie Alutki polegało na tym, że na ten czas zamykaliśmy drzwi od kuchni, aby Bandyta nie miał do niej dostępu. Któregoś dnia nie domknąłem drzwi i Bandzior się prześlizgnął. Usłyszałem za sobą syk, odwróciłem się i ujrzałem najeżonego i syczącego Bandytę i wpatrującą się w niego Alutkę. Serce mi podskoczyło do góry. "Będzie jatka"- pomyślałem. No i była. Alutka niespodziewanie podniosła łapkę, wystrzelała Bandytę po pysku z prędkością światła i zaczęła jeść dalej. A Bandyta? No cóż przestał syczeń, sierść mu się uspokoiła i nastał rozejm, a nawet powiem więcej niż rozejm. Nastała miłość.
O moim kocim świecie opowiem w następnej odsłonie.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz