Święta, święta i po świętach. Za nami już huczne przyjęcia i czas powrócić do normalnego życia. Właściwie lubię ten okres. Bo i nowy rok, nowe postanowienia, jakby czas zwalnia i ma się go na wszystko. I już po szaleństwie zakupowym, gotowania i przyrządzania. I choinka rozebrana i odłożone ozdoby na następne zimowe szaleństwo. Ale lubię przede wszystkim za to, że w sklepach pojawiają się poświąteczne i "ponoworoczne" promocje. Co niektóre markety chcą się pozbyć ozdób i produktów związanych ze świętami i nowym rokiem, inne, bo zamówiły za dużo towaru i ten nie zszedł, a niestety "poleżeć" nie może. I właśnie dzisiejszy post tyczy się promocji tego drugiego typu. W pozytywnym znaczeniu. W jednym ze sklepów niesamowicie kusząca oferta: trzy kostki masła w cenie jednej. Szybkie ocenienie czy oby nie jakieś stare (na stemplu data przydatności jeszcze dwa tygodnie). No to cóż. Takiego dobra nie ma co odpuścić. A raczej można przepuścić co w moim znaczeniu znaczy rozpuścić, a ściślej zrobić z kostek płynne złoto. Kupiłem ogólnie 12 kostek, każda po 250 gram. Połowę wrzuciłem do lodówki, a z drugiej połówki sporządziłem masło klarowane. Masło klarowane ma wiele zalet. Można na nim smażyć. Nie dymi, nie "pali się", daje potrawom smaczny, maślano-orzechowy smak. I chyba co najważniejsze: w temperaturze pokojowej takie masło można trzymać do 9, a w lodówce do 15 miesięcy. Czym się różni masło zwykłe od masła klarowanego? Przede wszystkim tym, że masło klarowane to sam tłuszcz, a maśle zwykłym występuje jeszcze woda i białko. I właśnie to białko jest powodem jełczenia masła. Należy więc się go pozbyć. Jest kilka metod wyrabiania masła klarowanego. Przedstawię chyba najprostszą, a przede wszystkim sprawdzoną przeze mnie metodę.
Do garnka (najlepiej z grubym dnem- ja mam taki fajny, żeliwny) dajemy kostki i na bardzo, bardzo małym ogniu stawiamy na kuchenkę. Starajmy się nie mieszać masła, aby opadające resztki białkowe zostały "w kupie". Mniej więcej po pół godzinie masło powinno robić się przeźroczyście złote a na powierzchni utworzy się biały nalot podobny do kłaczków białego sera. Bardzo delikatnie oczyszczamy powierzchnie łyżeczką. Zostawiamy jeszcze na co najmniej następne pół godziny (czas jest uwarunkowany ilością użytego masła). Potem najdelikatniej jak możemy zlewamy płynne złoto do słoiczków lub pojemników, uważając, aby białko na dnie nie przedostało się do zlewanego tłuszczu. Ja nie wyrzucam akurat tego białka. Jeżeli planujecie upiec sernik to te białko z tłuszczem idealnie się do tego nadaje. Dodaję również do jajecznicy. Smak nieziemski.
Wadą tej metody i zresztą chyba nie tylko tej jest to, że z jednego kilograma masła pozostanie nam ok. 650-700 gramów masła klarowanego. Ale naprawdę warto. W Indiach z mleka bawołu robi się podobną metodą masło klarowane zwane Ghee. Przepis znany jest od setek lat i przetrwał do naszych czasów w niezmienionej formie.
Na drugim zdjęciu w miseczce po lewej jest właśnie to białko, którego się trzeba pozbyć z masła. Zwróćcie uwagę, że na ściankach naczyń dalej są małe kuleczki. Ich również należy się pozbyć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz